Sarah McLachlan, Fumbling Towards Ecstasy. Między strachem a ekstazą.
Tytułowy utwór z płyty Fumbling Towards Ecstasy Sarah McLachlan pojawia się w zakończeniu
niezależnego kanadyjskiego filmu Kissed
(Zimny pocałunek) z 1996 roku, w
reżyserii Lynne Stopkewich. W filmie tym młoda Molly Parker gra nekrofilkę,
która erotyczne spełnienie uzyskuje tylko poprzez seks z ciałami nieżyjących
już młodych, przystojnych mężczyzn. Bohaterka tego filmu pracuje w zakładzie
pogrzebowym jako specjalistka od balsamowania zwłok, przez co ma łatwy dostęp
do wybranych przez siebie męskich ciał. Ekstaza przeżywana przez nią w filmie
zawsze podszyta jest lękiem przed odkryciem jej sekretu. Byłem więc bardzo mile
zaskoczony, słysząc w przejmującym finale filmu przepiękne nagranie McLachlan,
zamykające jej wydany w 1993 roku krążek Fumbling
Towards Ecstasy. Album ten bowiem stąpa po tej samej cienkiej granicy
między strachem a ekstazą, po której kroczy również bohaterka Zimnego pocałunku. Jeśli wsłuchamy się
uważnie w kompozycje na Fumbling Towards Ecstasy,
usłyszymy pieśni o obsesji, zdradzie, przemocy i chorobie, skontrowane niosącym
spokój i ukojenie mezzosopranem samej McLachlan oraz eteryczną, pop-rockową
produkcją Pierre’a Marchanda.
Sarah McLachlan urodziła się w 1968 roku w Halifax w Nowej Szkocji
(Kanada). Bardzo szybko dostrzeżono jej muzyczny potencjał, dzięki czemu jej
debiut (płyta Touch) ukazała się już
w 1988 roku, kiedy Sarah miała zaledwie 20 wiosen. McLachlan gra znakomicie na
fortepianie, ale też na gitarze akustycznej i elektrycznej. Od czasu jej
drugiego studyjnego albumu Solace z
1991 roku towarzyszy jej nieodłącznie jako producent Pierre Marchand, uczeń
samego Daniela Lanois’a. Wydana w październiku 1993 roku Fumbling Towards Ecstasy z miejsca stała się przebojem w ojczystej
dla Sarah Kanadzie, gdzie wokalistka zdobyła sławę już za sprawą poprzedniego, bardzo
udanego krążka Solace. Trzeci z kolei
album Fumbling Towards Ecstasy stał
się natomiast przepustką do światowego sukcesu McLachlan. Piosenkarka podbiła
nim nie tylko swoją rodzimą Kanadę, ale przede wszystkim sąsiednie Stany
Zjednoczone i wiele innych krajów na całym globie. Fumbling Towards Ecstasy to najdoskonalszy owoc współpracy
McLachlan i producenta Pierre’a Marchanda. Żadna z późniejszych płyt wokalistki
nie osiągnęła już tych artystycznych wyżyn, na które wspięła się Fumbling Towards Ecstasy właśnie.
Albumom takim jak Surfacing z 1997
roku czy Afterglow z 2003 roku nie
można odmówić uroku i ewidentnego komercyjnego sukcesu, daleko im jednak do tej
emocjonalnej intensywności oraz muzycznej pomysłowości Fumbling Towards Ecstasy. Po upływie niemalże ćwierć wieku płyta ta
wciąż bardzo silnie pobudza i stymuluje, czarując przede wszystkim znakomicie
dopieszczonym dźwiękiem oraz niebanalnym, dającym do myślenia tekstom.
Wszystkie trzy single wydane w ramach promocji albumu poruszają tematy
cięższego kalibru. Pierwszy singiel i zarazem utwór otwierający brzmieniem organów
całą płytę to Possession, który stał
się nawet pop-rockowym przebojem w radio. Tekst kompozycji zainspirowany został
treścią listów, jakie do McLachlan wysyłał jej fan-obsesjonat (być może było
ich nawet kilku). Wokalistka przyjmuje tu punkt widzenia swojego stalkera,
szukającego spełnienia i seksualnej satysfakcji w snach. Na balladowym Good Enough (trzeci singiel z płyty) punktem odniesienia jest przemoc domowa: podmiot
liryczny utworu stara się położyć kres patologicznej sytuacji, przez co utwór
można łatwo wziąć za miłosne wyznanie. Wyznaniem namiętności i zadurzenia jest
też Possession, tyle tylko, że miłość
przyjmuje tu postać chorobliwej obsesji. Oba utwory można więc z pozoru wziąć
za romantyczne ballady, to kontekst dopiero ujawnia mroczne fundamenty ich
powstania. Nie mało ognia i desperacji jest też w piosence Hold On (singiel numer dwa), w której to kobieta przy wtórze
dramatycznych gitarowych riffów modli się żarliwie do Boga o życie dla swojego
umierającego na AIDS kochanka. Strach, rozpacz i niezdrowa obsesja przeplatają
się na Fumbling Towards Ecstasy z
refleksyjnymi pieśniami o miłości, zdradzie i poświęceniu. Godne szczególnego
polecenia są utwory takie jak: Plenty (o
ostatecznym miłosnym rozczarowaniu, ze świetną atmosferyczną produkcją), Circle (o potrzebie wyrwania się z
błędnego kręgu emocjonalnej zależności) czy Ice
(z pięknym i mrocznym saksofonem o wszystkich ciemnych oraz wstydliwych
aspektach romantycznej relacji). Zaskakującym promykiem nadziei i rozbrajającą
pochwałą miłości jest na krążku Ice Cream. Oszczędna perkusja i fortepian samej McLachlan akompaniują
w tym utworze bezpretensjonalnej deklaracji piosenkarki o miłości lepszej od
lodów i czekolady…
Szczególnym atutem jest na płycie głos
Sarah: wysoki, łamiący się czasami od nadmiaru emocji mezzosopran nadaje
kompozycjom na Fumbling Towards Ecstasy
pewien niepowtarzalny, nieziemski wręcz wymiar. Najlepiej można to usłyszeć
moim zdaniem na nagraniu Fear, bez
wątpliwości największym muzycznym majstersztyku na całym albumie.
Elektroniczno-eteryczna, znakomita w swoim wrażeniu ‘niebiańskości’ produkcja
Pierre’a Marchanda jest tutaj pogłębiona i zrównoważona cudownym brzmieniem
wiolonczeli. Na Fear sopran McLachlan
osiąga najwyższe warstwy ziemskiej atmosfery, grożąc wystrzeleniem w kosmos.
Śpiewająca o lęku przed miłością i zatraceniem się w uczuciu wokalistka
uczyniła Fear jednym z
najwybitniejszych oraz najbardziej muzycznie zaawansowanych hymnów miłosnych. Słuchając
tego nieziemskiego wręcz nagrania ma się wrażenie, że McLachlan chce uciec
głosem, duszą i ciałem nie tylko przed konsekwencjami miłości, ale że w ogóle pragnie
zbiec przed swoją ziemskością oraz cielesnością. A z takich niebieskich wyżyn
można już tylko upaść w dół, zejść na ziemię i zaintonować ostatni na płycie,
tytułowy Fumbling Towards Ecstasy. I
właśnie to przejście od Fear do Fumbling Towards Ecstasy na płycie to
jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie w ogóle słyszałem we współczesnej muzyce
popularnej. Po strachu przychodzi zrozumienie i akceptacja, lęk zamienia się w
ekstazę, a my rozpływamy się dosłownie w dźwiękach Fumbling Towards Ecstasy, zmierzając ku swojemu własnemu,
prywatnemu niebu.
Użyteczne linki:


Komentarze
Prześlij komentarz