Rykarda Parasol, The Color of Destruction. Spłonąć czy utonąć?
Gdyby Nick Cave był kobietą, byłby zapewne Rykardą
Parasol. Seksistowskie porównanie?… Tak się akurat składa, że jakiś czas temu,
w jednym z wywiadów, sama wokalistka prowokacyjnie wyznała, że tworzy „kobiecą
muzykę dla mężczyzn”. Odsuwając na bok (zupełnie niepotrzebne) podziały na płeć
w muzyce, trudno nie doszukać się w utworach Rykardy Parasol tego samego
mrocznego płomienia, który rozpala twórczość australijskiego Księcia Ciemności.
Na The Color of Destruction
znajdziemy niejeden rockowy song i niejedną miłosną balladę, które żywią się
motywami skazanej na zatracenie miłości, szaleństwa, śmierci oraz straty. A
jaki jest tytułowy kolor destrukcji? Czerwony oczywiście - kolor miłości, ognia,
krwi i koralowców jednocześnie, będących głównym motywem okładki do płyty. W obliczu
nieuchronności miłosnej zatraty na The
Color of Destruction pozostaje nam już tylko zadać sobie jedno ostatnie pytanie:
spłonąć czy utonąć?
Rykarda Parasol ma już bardzo mocną pozycję na polskiej i amerykańskiej
scenie alternatywnej. Ta wyjątkowa wokalistka, producentka i songwriterka
urodziła się w 1970 roku w San Francisco jako córka dwójki europejskich
emigrantów: Żyda o polskich korzeniach oraz Szwedki. Imię i nazwisko Rykarda
dostała po ojcu (to bynajmniej nie jest żaden pseudonim), nordycką urodę
natomiast po matce. Swój debiut piosenkarka zaliczyła w 2003 roku wraz z
wydaniem EP-ki Here She Comes, po
której nastąpił pierwszy longplay w postaci Our
Hearts First Meet (2006 rok). W 2008 roku album ten ukazał się również w
Europie, a Rykarda przyjechała między innymi na koncerty do Polski (dawnej
ojczyzny swojego ojca), aby promować tutaj swoją muzykę. Kolejne płyty (For Blood and Wine z 2009 oraz Against the Sun z 2013 roku) umocniły
jej pozycję na alternatywnej scenie rockowej, zarówno w rodzinnych Stanach, jak
i na Starym Kontynencie, gdzie szczególnej popularności Rykarda zaznała właśnie
w Polsce (w 2012 roku wokalistka nagrała nawet czteropiosenkową EP-kę z polskim
zespołem Heart and Soul). Tak jak i przy
poprzednich albumach, wraz z ukazaniem się we wrześniu 2015 roku jej czwartego
już krążka, The Color of Destruction,
Rykarda przyjechała na kolejne koncerty do naszego kraju. Jakiś czas temu
piosenkarka przeprowadziła się z rodzinnego San Francisco do Paryża, można
zatem również w przyszłości oczekiwać od niej częstych wizyt w Polsce. Ja sam miałem okazję zobaczyć Rykardę (Ryśkę) na koncercie w krakowskiej Alchemii jeszcze w 2008 roku i muszę przyznać, że było to intensywnie rockowe doświadczenie i niezwykle ognisty występ. Urzekł mnie przede wszystkim jej mroczny, głęboki wokal (zupełnie nieprzystający do filigranowego ciała), jedyny taki w swoim rodzaju i nie do zapomnienia. Rykardę trzeba po prostu usłyszeć.
To, co wyróżnia ostatnią płytę Parasol od
jej poprzednich dokonań, to poziom optymizmu i przebojowości nowych kompozycji.
Jeszcze nigdy utwory Rykardy nie były tak bogato zaaranżowane, nie miały też
nigdy w sobie tyle energii i nadziei na przyszłość, mimo wszystko. Do
obwiązkowego repertuaru gitary oraz fortepianu Rykarda dołączyła na The Color of Destruction również
smyczki, organy, a nawet flet i trąbkę. Najlepiej zmianę nastroju, z
depresyjno-mrocznych klimatów z poprzednich trzech płyt na energetyczne i
przebojowe kompozycje, słychać na fenomenalnym Valborg’s Eve. Utwór otwiera i zamyka melodyjne smyczkowe intro,
które równie dobrze mogłoby zapowiadać rychłe nadejście wiosny, w końcu o tym
właśnie jest ta piosenka: Alas, winter
has passed / Spring comes on fast / May flowers bloom, śpiewa Rykarda, a do
akcji wkraczają perkusja, fortepian i gitara, rozpędzając utwór na dobre. W
finale mamy natomiast frenetyczne solo skrzypiec przy akompaniamencie fletów,
wynoszące utwór na wyżyny muzycznej ekspresji. Na Valborg’s Eve następuje, pełne kipiącej wewnątrz radości,
pożegnanie zimy i mroku, a także jednoczesne przywitanie nowych, jaśniejszych i
cieplejszych czasów: Arise! Dab
sleep from your eyes / Make way for strange times / Advance to the sky! Valborg’s
Eve
to najbardziej optymistyczny i aranżacyjnie rozbuchany kawałek na płycie,
perfekcyjna ścieżka dźwiękowa do szaleństw przy ogniskach w noc Walpurgi. Valborg’s Eve to też Rykarda Parasol,
jakiej jeszcze nie znaliście.
Porównania
twórczości Parasol do Nicka Cave’a to nie jedyne, jakie przychodzą do głowy. Nie sposób nie zauważyć pewnych
podobieństw do PJ Harvey, Patti Smith, Siouxsie Sioux czy Lou Reeda i The
Velvet Underground. Rykarda jest przede wszystkim Amerykanką z San Francisco i
to właśnie amerykański folk-rock lat 60-tych XX wieku najczęściej przebija się
jako główna inspiracja dla jej kompozycji. The
Color of Destruction nagrana została właśnie w San Francisco wiosną i latem
2015 roku, przy udziale dwóch amerykańskich muzyków oraz wokalistów, Barta
Davenporta i Dante Aliano White’a, i to amerykańską tradycją muzyczną emanuje
na pierwszym miejscu cała płyta. Bardzo rock’n’rollowo i tanecznie robi się już
na samym początku albumu, wraz z singlowym The
Ruin and the Change, w którym Rykarda wyśpiewuje w refrenie znamienne
słowa, mogące być zarazem mottem dla całej jej twórczości: Love is life's sickness / You can't let go / I've seen the ruin and the
change / I think it's a shame. Wybrany na promujący płytę singiel The Ruin and The Change ma mocny,
wyklaskiwany rytm i jest pełen entuzjastycznej rezygnacji wobec sił, nad
którymi nie mamy żadnej kontroli. Następny na płycie jest An Invitation to Drown, na którym Rykardzie najbliżej jest do
smutnych ballad Nicka Cave’a. To chyba przez ten fortepian na pierwszym planie,
z gitarowym akompaniamentem i okazjonalnymi smyczkami, wprowadzającymi w
melancholijno-nostalgiczny nastrój, szczególnie przy słowach: To you: Take your time / To you: Ain’t
nothing but time / To you: Time is a long way down. Równie smutno i melancholijnie
jest także przy The Loneliest Girl in the
World – to urocza miłosna ballada ze znów wiodącym fortepianem i z
towarzyszeniem akustycznej gitary, na której po raz pierwszy wprost pada kluczowe
pytanie: spłonąć czy utonąć?
Ze
znanych z poprzednich trzech albumów minorowych i okołodepresyjnych klimatów à la folk-noir wychodzimy przy okazji żwawego It’s Only
Trouble Now (z gościnnym udziałem Dante Aliano White’a) i wspomnianego już,
niezwykle żywiołowego Valborg’s Eve.
Optymistycznie jest też na przypominającym twórczość The Doors kawałku Your Safety Is My Concern, gdzie w
wokalu Rykardy pobrzmiewają echa PJ Harvey, a na Sha La Took My Spark (duet z Bartem Davenportem) robi się wręcz
tanecznie i dancingowo. Wybitnie rockowo jest z kolei na Le Fils du Père Noël, coverze utworu Jacques’a Dutronca. Do
stonowanych i refleksyjnych klimatów Rykarda powraca na zakończenie albumu:
kompozycje A Lover’s Death Wish i Ready to Burn pięknie zamykają całe
przedsięwzięcie. A Lover’s Death Wish to
ballada o ostatecznym zatraceniu się w miłości, w której Rykarda używa metafory
podpalenia tonącego już statku: skoro i tak pójdziemy na dno, zróbmy to
przynajmniej w wielkim stylu i zatońmy, strawieni uprzednio przez dziki ogień
miłości: Why would anyone make a suicide?
/ When they could revel in the swell of slow demise. / Undress me, Love, lay me
at your side / And I’ll demonstrate my destruction. Ogień ma jednak to do
siebie, że oprócz popiołu i zniszczenia przynosi także odrodzenie. W Ready to Burn kobieta odradza się niczym
Feniks z popiołów i jest gotowa na nowo spłonąć w ogniu miłości. Ilu z nas ma w sobie tę odwagę, by całkowicie zatracić
się w kochaniu?: No heart is safe / That’s
the risk you take / Be courageous and crazed / You played it safe, / I was not
afraid to lose.
Użyteczne linki:


Komentarze
Prześlij komentarz